Boję się mówić po angielsku. Nie chcę zrobić z siebie głupka

Strach przed mówieniem po angielsku stał się już w Polsce niemal przysłowiowy. Wszyscy się boją mówić i jednocześnie są przekonani, że wszyscy inni znają angielski lepiej od nich lub nie mają takich oporów. Owocuje to destrukcyjnymi przekonaniami o sobie ("Nie mam zdolności do języków") oraz, co najistotniejsze, narastającą blokadą. Od lat zajmuję się tym, skąd bierze się ten lęk i przyglądam się mu z różnych stron: historycznej, psychologicznej, ewolucyjnej. Dziś wyjawię Wam jedną z moich teorii, tę mniej kontrowersyjną 😉
Najbardziej rozpowszechnionym przekonaniem o przyczynach bariery językowej jest strach przed popełnieniem błędu. Jednak z moich doświadczeń wynika, że po pierwsze nie jest to aż tak typowe, a po drugie dość łatwo sobie z tym poradzić, oczywiście z fachową pomocą lektora ;-). Bardziej prawdopodobne są dwa scenariusze:

Nie chcę zrobić z siebie głupka
Nie chcę zrobić z siebie głupka

Kiedy mówimy po angielsku, zwłaszcza w sytuacji, nieco sztucznej, gdy np. część osób słuchających nas jest Polakami i zwłaszcza, gdy staramy się używać prawidłowej wymowy, czy to brytyjskiej czy amerykańskiej zmieniamy jakby osobowość. Nakładamy maskę, coś UDAJEMY. To nie my na co dzień tak mówimy, to nie nasze usta, zęby i język składają się w te niepolskie dźwięki. Nam się tego głupio słucha, a co dopiero innym (choć w sumie w głowach innych nie siedzimy). To uczucie jest na tyle silne, że zarzucamy prawidłową wymowę i zaczynamy mówić z silniejszym polskim akcentem albo wręcz przestajemy się odzywać. żeby ... się nie wygłupić. Oczywiście, w grę wchodzi też mały zasób słownictwa itd, ale ileż to ja znam ludzi, którzy posługując się dwudziestoma słowami po angielsku załatwiają sprawy za granicą i zawierają przyjaźnie (w większości nie są to Polacy jednak...). Zatem: żeby się nie wygłupić. Żeby nie zrobić z siebie głupka. Żeby nie było nam głupio, obco, dziwnie.

 

Drugi scenariusz jest taki, że obawiamy się tego co możemy usłyszeć: "Ej, a co z Ciebie taki native speaker? Królową brytyjską chcesz zostać czy co? Ha, ha, ha!..." (ewentualnie: "A Ty co tak Amerykanina udajesz? Prezydent USA Cię zainspirował czy jak?) Jednym słowem, "Co się tak wychylasz? Myślisz, że znasz angielski?" Nie ma tu większego znaczenia, jak duże jest prawdopodobieństwo usłyszenia takich zdań w rzeczywistości. Wystarczy, że coś w głowie nam tak mówi. Ten wewnętrzny krytyk, który pragnie nas uchronić przed ośmieszeniem się (i na co dzień może być bardzo pożyteczny) w tym wypadku przesadza i robi nam krzywdę. No bo co jest śmiesznego lub złego w mówieniu - nawet z błędami - w obcym języku?

 

Nie chcę zrobić z siebie głupka

Oba scenariusze łączy obawa przed ośmieszeniem się, wygłupieniem się. Zrobić z siebie głupka, wyróżnić się w taki czy inny sposób, wysunąć się z szeregu, to nie zawsze pożądane zachowania. Siedzi to w naszej szerokości geograficznej tak głęboko, że nawet na uczenie się języków obcych wpływa! 😉 A może podczas nauki języków obcych po prostu wypływa na światło dzienne?

Strach przed ośmieszeniem łatwo sobie nie pójdzie. Nie pomoże, że ktoś powie nam "nie ma się czego bać" lub "nikt się nie będzie śmiał". (Pisałam o tym nieco w poście To, co czuję jest ważne.) I, jak to mówią Polacy, co zrobisz? Nic nie zrobisz.  A nie, nieprawda. Można coś zrobić. Można zacząć się przyzwyczajać do tego uczucia. W bezpiecznych warunkach, na przykład na zajęciach z lektorem, który jest świadomy takich  lęków, albo w domu, gdy nikt nie słucha, trochę się językowo powygłupiać. A potem zatrzymać na chwilę i przyjrzeć swoim uczuciom, swojemu lękowi, poczuciu obcości, dziwności, śmieszności. I tak sobie myślę, że napiszę niedługo coś jeszcze na ten temat, żebyście mogli sobie w domu ćwiczyć to ośmieszanie i oswajanie się z ośmieszaniem. Może to być całkiem dobra zabawa! 😉

Posted in Uncategorized and tagged , .